Ostatnia sobota to było wolne jak się patrzy! Nie dość, że dostałam ją w prezencie jako prezent od losu (koleżanka prosiła mnie o zmianę w pracy), to pogoda trafiła się nam jak marzenie! Na dole, czyli w naszej wiosce (no dobra, nie tak znów na dole, bo leży ona na jakichś 800m.n.p.m.) było ponad dwadzieścia stopni na plusie. W górach nieco mniej, ale i tak zmuszeni byliśmy nałożyć na buźki porządną warstwę kremu do opalania...
Wyjechaliśmy samochodem do Anzere, zimą aktywnej stacji narciarskiej, a stąd kolejką linową na wysokość 2.362 m.n.p.m. Stąd poszliśmy na spacer w wyższe partie, lecz niezbyt spiesznie, w ciszy górskich dolin i po dość już sporej warstwie śniegu...
Śnieg okazał się na tyle mokry i grząski, że na białym szczycie Maksymilian miał już doszczętnie przemoczone buty. Pozostaje nam więc kupić mu stuptuty ( zaznaczył ostatnio wyraźnie, że na urodziny chce dostać ,,to czerwone na nogi"), których podczas ostatniej wycieczki musiałam mu pożyczyć...
Drogę powrotną, jak ma to w zwyczaju mój mąż, wybraliśmy nieutartym szlakiem. Wyprzedzali mnie więc oboje z synem na odległość kilkunastu metrów, a ja psioczyłam pod nosem, że na bank spadnę i złamię kończyny....Na zdjęciu wygląda to dużo lepiej niż w okrutnej rzeczywistości:P
Gdy połacie śniegu ustąpiły miejsca dużo bardziej gościnnym, aczkolwiek wciąż stromym trawiastym dolinom, zrobiliśmy sobie krótką przerwę na chłonięcie przepięknych widoków...
Zbliżał się zmrok, a my wciąż jeszcze byliśmy na szlaku. Minęło nas kilku myśliwych ze strzelbami, wymyśliliśmy w drodze ładną jesienną piosenkę, a potem biegiem pognaliśmy do samochodu...
Jutro popołudniu, ku wielkiej naszej radości, czeka nas dłuuuuuga droga... wyruszamy ok. 19 i jedziemy na ponad tydzień do Polski!
Tymczasem zmykam pakować graty ( minimalistycznym sposobem...) i z powrotem do pracy. Do napisania z ojczyzny!
Wyjechaliśmy samochodem do Anzere, zimą aktywnej stacji narciarskiej, a stąd kolejką linową na wysokość 2.362 m.n.p.m. Stąd poszliśmy na spacer w wyższe partie, lecz niezbyt spiesznie, w ciszy górskich dolin i po dość już sporej warstwie śniegu...
![]() |
,,,Zobaczcie, pustynia!"- tak zawołał na ten widok Maksymilian |
Drogę powrotną, jak ma to w zwyczaju mój mąż, wybraliśmy nieutartym szlakiem. Wyprzedzali mnie więc oboje z synem na odległość kilkunastu metrów, a ja psioczyłam pod nosem, że na bank spadnę i złamię kończyny....Na zdjęciu wygląda to dużo lepiej niż w okrutnej rzeczywistości:P
Gdy połacie śniegu ustąpiły miejsca dużo bardziej gościnnym, aczkolwiek wciąż stromym trawiastym dolinom, zrobiliśmy sobie krótką przerwę na chłonięcie przepięknych widoków...
![]() |
Na dole było już całkiem jesiennie:) |
Jutro popołudniu, ku wielkiej naszej radości, czeka nas dłuuuuuga droga... wyruszamy ok. 19 i jedziemy na ponad tydzień do Polski!
Tymczasem zmykam pakować graty ( minimalistycznym sposobem...) i z powrotem do pracy. Do napisania z ojczyzny!